Edukacja przez media

Media mogą zastąpić szkołę tak samo płynnie, jak mogą zastąpić nauczycieli, którzy muszą być kształceni, ale inaczej niż obecnie. Paradoks wyobrażania sobie edukacji nauczycieli i wykładowców „na jutro” polega na tym, że edukacja nie radzi sobie z obfitością propozycji w Sieci, polegając głownie na publicystach, którzy od czasu do czasu coś podpowiadają. Fenomen szkoły i studiów połączonych z materiałami w Internecie stopniowo się ujawnia, ale nadal pozostaje doniesieniem medialnym, a nie programem nauczania.

Człowiek nie nadąża za możliwościami kształcenia elektronicznego, dlatego wkrótce mogą zacząć się pojawiać nowe zawody, jak na przykład nauczyciel-selekcjoner materiałów edukacyjnych w Sieci. Brakuje zarówno nauczycieli przygotowanych do uczenia w ścisłym związku z Internetem, jak i specjalistów znajdujących, porządkujących i wybierających taką ofertę chociażby w You Tube, Khan Academy, Edu-Con czy Coursera. Każdy z przedmiotów wymagałby wyspecjalizowanych nauczycieli i selekcjonerów. Dyskusje uczniów z nauczycielami i wykładowcami byłyby podstawą kształcenia. Nie ma bowiem analizy treści ustnej i pisemnej bez weryfikacji umiejętności. Otwieranie umysłów wymagałoby także stale uatrakcyjnianych programów zarówno dramaturgicznie, jak i jakościowo, i czasowo. Producenci świadczący takie usługi dla sektora edukacji uzupełnialiby w znacznym stopniu nowe podręczniki. Wiarygodność naukowców wypowiadających się w takich programach byłaby kluczowa. Oczywiście podstawą byłaby koncentracja na przedmiocie, a nie przemycaniu ideologii. Tradycyjne umiejętności pisania i czytania nie zniknęłyby, a raczej wzmocniły i wymagały stałego doskonalenia. Oto paradoks wolności kontrolowanej.